寒中、皆さまいかがお過ごしですか?
トップ › フォーラム(掲示板) › Intruder’s CAFE › 寒中、皆さまいかがお過ごしですか?
- このトピックには5件の返信、2人の参加者があり、最後に
chas33により1ヶ月前に更新されました。
-
投稿者投稿
-
-
17日、四輪でプー太郎さんとバザー見学、そしてランチ。
厳冬期は未だですが、ここ数日冷え込みが厳しい。
最近、車中泊実験?中。
快適に過ごすツボも判って来たので、もう一工夫です。
深夜の移動が時々あるので、睡魔に襲われた時に躊躇無く眠られるのは助かります。
もう少しと思いつつ我慢しながらの運転は、危険です!
ある時は、自宅まで15分の所で、明るくなるまで寝た事があります。
思い切りが大切!業務連絡。
クールな雨がチャポンさん、生きてますか?
1月の穏やかな日?があれば、八王子の道の駅辺りで、関東3人オヤジ組集まりませんか?
厳冬順延。 -
生きてますよ。了解、です。但し7日ぐらいまでは帰省していますので対応不可です。
最近私も夜勤続きで車で仮眠をとることもあるのですが、熟睡はできないしあちこち痛くなりますね。睡魔には勝てません、下手すると運転したまま数秒寝ていることがありますね、すぐ運転をやめて仮眠をとるのが正解だと思います。
今、イントルーダーのタンク、サイドカバー、フェンダー、エンジン(vs400)の安い出物があったのでポチってしまいました。ご存知のようにサンバーストしてしまっているタンクも悪くないのですが。 -
9日早朝、チャポンさん宅のやや近くを通りました。
7日まで不在、了解です。
気温と天候次第ですね。
-
クールな雨がチャポン さん
ぐんまのプーさんとメールやりとりしましたが、予定日が辛い時は、四輪・電車もありかと。
電車辺りも新鮮で良いかも。-
了解
-
-
chas33
Bo mnie tak, i to całkiem niedawno, i wciąż nie mogę uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, że to nie była jakaś chwila słabości, jakiś głupi kaprys, który przychodzi człowiekowi do głowy, gdy jest zmęczony, gdy ma dość, gdy nie widzi już przed sobą niczego, co mogłoby go ucieszyć, tylko prawdziwe życie, które potrafi zaskoczyć bardziej niż wszystko, co sobie kiedykolwiek wyobrażałem, a przecież mam już swoje lata, przecież przeżyłem niejedno, przecież myślałem, że znam ten świat na wylot, że wiem, jak to wszystko działa, że ludzie są przewidywalni, że sytuacje się powtarzają, że nie ma już nic nowego pod słońcem. A jednak. Jedno popołudnie, jedna decyzja, jeden przypadek, i całe moje poukładane, spokojne, przewidywalne życie wywróciło się do góry nogami, ale w najlepszym możliwym sensie, bo radość, która mnie ogarnęła, była tak szczera, tak dziecięca, tak czysta, że zapomniałem o wszystkich zmartwieniach, o wszystkich bolączkach, o wszystkich latach, które noszę na karku, i poczułem się jak młody chłopak, który właśnie odkrył, że świat jest pełen niespodzianek, że nie wszystko da się zaplanować, że czasem trzeba po prostu pozwolić rzeczom się dziać i cieszyć się z tego, co przyniosą.
Zacznę od tego, że jestem ogrodnikiem, i to nie takim, który tylko podlewa kwiatki i grabi liście, ale takim, który naprawdę rozumie rośliny, który wie, kiedy je przyciąć, kiedy przesadzić, kiedy zostawić w spokoju, który potrafi spojrzeć na liść i powiedzieć, czego mu brakuje, który czuje ziemię pod palcami i wie, czy jest za kwaśna, czy za zasadowa, czy ma za mało składników, czy za dużo. I przez lata myślałem, że ta umiejętność słuchania natury, ta zdolność do wyłapywania najmniejszych sygnałów, to coś, co mnie definiuje, coś, co mnie wyróżnia, coś, co sprawia, że jestem potrzebny, że jestem wartościowy, że jestem kimś. Ale potem, gdzieś między czterdziestką a pięćdziesiątką, zacząłem zauważać, że to wszystko, co robię, nie ma już dla mnie znaczenia, że te wszystkie grządki, te wszystkie sadzonki, te wszystkie godziny spędzone w ogrodzie, to tylko puste rytuały, które wypełniają mi dzień, ale nie dają mi nic w zamian, żadnej satysfakcji, żadnej radości, żadnego poczucia, że robię coś ważnego. I wtedy, w jednym z tych dni, gdy wróciłem do domu po kolejnym dniu pracy, gdy zjadłem kolację w milczeniu, gdy położyłem się do łóżka i patrzyłem w sufit, myśląc, że to nie może tak dalej wyglądać, że muszę coś zrobić, bo inaczej utonę w tej szarości, sięgnąłem po telefon. Bez celu, bez planu, po prostu dlatego, że nie chciałem już myśleć, że chciałem zrobić coś, co mnie odciągnie od tych myśli, co da mi chwilę wytchnienia. I wtedy, przypadkiem, trafiłem na coś, co wyglądało inaczej niż wszystko, co do tej pory widziałem. To nie była zwykła strona, to było miejsce, które miało w sobie coś magnetycznego, coś, co sprawiało, że chciałem tam zostać, że chciałem sprawdzić, co się stanie, jeśli kliknę, jeśli zaryzykuję, jeśli pozwolę sobie na coś, czego nigdy wcześniej nie robiłem. Zarejestrowałem się. Szybko, bez namysłu, jakbym bał się, że jeśli się zatrzymam, to stracę tę odrobinę odwagi, którą nagle poczułem. I gdy pierwszy raz wszedłem do tego świata, gdy zobaczyłem, że wszystko jest takie proste, takie przejrzyste, takie moje, poczułem coś, czego nie czułem od lat — ekscytację. Prawdziwą, dziecięcą ekscytację, taką, gdy jako chłopiec czekałeś na wakacje i nie mogłeś się doczekać, aż wreszcie nadejdzie ten dzień, gdy nie będziesz musiał chodzić do szkoły, gdy będziesz mógł robić, co chcesz, gdy będziesz wolny.
I tak zaczęła się moja nowa rutyna. Każdego wieczoru, gdy dom pogrążał się w ciszy, ja siadałem w fotelu, z kubkiem herbaty, który stygł, bo zapominałem o nim, gdy tylko zaczynałem grać, i wchodziłem do tego miejsca, które stało się moim azylem. I nie chodziło o wygrane, bo te były rzadkie i skromne, chodziło o to uczucie, że przez te kilka godzin nie jestem tym zmęczonym facetem, który nie wie, po co wstaje rano, tylko kimś, kto ma cel, kto ma emocje, kto ma nadzieję. I z każdym dniem coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to, co robię, nie jest ucieczką, ale powrotem do siebie, do tej części mnie, którą gdzieś zgubiłem po drodze, do tego chłopaka, który kiedyś wierzył, że świat jest pełen możliwości, że każdy dzień może przynieść coś nowego, że życie to przygoda, a nie obowiązek.
Pamiętam, że kiedyś, gdy już dobrze poznałem to miejsce, gdy wiedziałem, gdzie kliknąć, żeby znaleźć to, co mnie interesuje, natrafiłem na coś, co wyglądało jak dodatkowa możliwość, jak ukryty skarb, jak znak, że to wszystko ma jednak jakiś sens. Zobaczyłem, że mogę wpisać epicstar kod promocyjny, który dawał mi coś więcej niż tylko zwykłą rozrywkę, który pozwalał mi poczuć, że mam wpływ na to, co się dzieje, że mogę podejmować decyzje i widzieć ich skutki. I wpisałem go. Bez wahania. I gdy zobaczyłem, że został przyjęty, że coś się zmieniło, że mogę korzystać z czegoś, co wcześniej było niedostępne, poczułem, że mam kontrolę, że to, co robię, ma znaczenie, że nawet w tym wirtualnym świecie, nawet w tej grze, jestem kimś, kto może podejmować decyzje i widzieć ich skutki.
I wtedy, gdy już myślałem, że wszystko się ułożyło, że znalazłem nowy rytm, nowy sens, nowy sposób na życie, zdarzyło się coś, czego się nie spodziewałem. Moja sąsiadka, z którą od lat wymieniałem tylko zdawkowe “dzień dobry”, pewnego wieczoru zapukała do moich drzwi. Powiedziała, że widzi, że coś się we mnie zmieniło, że od jakiegoś czasu jestem inny, że się uśmiecham, że mam w oczach coś, czego dawno nie widziała, i że chce wiedzieć, co się stało. I ja, człowiek, który przez lata ukrywał swoje emocje, który zawsze mówił, że wszystko jest w porządku, nawet gdy wcale nie było, tym razem postanowiłem powiedzieć prawdę. Powiedziałem jej o tym, jak się czułem przez ostatnie lata, o tym, jak się zgubiłem, o tym, jak myślałem, że już nic mnie nie czeka, o tym, jak przypadkiem trafiłem na to miejsce, które stało się moim schronieniem, moją odskocznią, moim sposobem na to, żeby poczuć, że jeszcze żyję. I gdy mówiłem, gdy widziałem, jak jej twarz się zmienia, jak z niedowierzania przechodzi w zrozumienie, a potem w coś, co wyglądało jak ulga, zdałem sobie sprawę, że to, co robiłem, nie było tylko dla mnie, że to była też próba uratowania czegoś, co nas łączyło, że ta gra, te wieczory, to wszystko było wołaniem o pomoc, którego sam nie rozumiałem.
Sąsiadka wysłuchała mnie do końca. Nie przerywała, nie oceniała, nie śmiała się. A potem powiedziała coś, co mnie zaskoczyło. Powiedziała, że ona też się zgubiła, że też czuła, że wszystko się rozpadło, że też szukała czegoś, co da jej radość, ale nie wiedziała, gdzie. I że cieszy się, że ja znalazłem swoje miejsce, swoją odskocznię, swój sposób na to, żeby przetrwać. I wtedy, w tej chwili, gdy siedzieliśmy naprzeciwko siebie, gdy po raz pierwszy od lat rozmawialiśmy naprawdę, nie o pogodzie, nie o tym, co trzeba zrobić, ale o tym, co czujemy, o tym, czego chcemy, o tym, kim jesteśmy, poczułem, że coś między nami pękło, ale nie w sensie zniszczenia, tylko w sensie otwarcia, jakby w końcu udało nam się przebić przez tę grubą skorupę, którą oboje wokół siebie zbudowaliśmy. I zaproponowałem jej, żeby usiadła obok mnie, żeby zobaczyła, co takiego robię wieczorami, że mnie to tak cieszy. I ona się zgodziła. Usiadła obok mnie, patrzyła na ekran, a ja tłumaczyłem jej, co i jak, pokazywałem, gdzie kliknąć, co wybrać, jak szukać tych dodatkowych możliwości, które sprawiają, że gra staje się ciekawsza. I wtedy, gdy ona też chciała spróbować, gdy zobaczyła, że wszystko jest takie proste, takie dostępne, takie przyjazne, uśmiechnęła się tak, jak ja się uśmiechnąłem tamtego pierwszego wieczoru, i pomyślałem, że to jest właśnie to, czego szukałem — nie wygranej, nie emocji, nie adrenaliny, ale wspólnoty, ale tego, że mogę podzielić się czymś, co mnie cieszy, z kimś, kto to zrozumie, z kimś, kto tak jak ja szukał iskry w szarej codzienności. I wtedy, gdy ona też chciała spróbować swoich sił, gdy szukała tego samego, co ja, pokazałem jej, gdzie znaleźć epicstar kod promocyjny, żeby i ona mogła poczuć tę dodatkową radość, żeby i ona mogła doświadczyć czegoś, co wykracza poza zwykłą grę, co daje poczucie, że jest się kimś wyjątkowym, że los się do ciebie uśmiecha.
I od tego dnia nasze wieczory przestały być samotne. Sąsiadka przychodziła do mnie, siadała obok, każde z nas miało swój telefon, i graliśmy, rozmawiając, śmiejąc się, komentując to, co się dzieje na ekranach. I to było cudowne, bo nagle okazało się, że to, co robiłem w samotności, nabrało nowego wymiaru, że dzielenie się tym z kimś innym sprawia, że radość jest podwójna, że nawet przegrana nie boli tak bardzo, gdy masz obok kogoś, kto się z tobą pośmieje, kto powie “no trudno, następnym razem będzie lepiej”. I wtedy zrozumiałem, że to miejsce, ten cały świat, do którego trafiłem przypadkiem, nie jest tylko grą, nie jest tylko rozrywką, ale czymś, co potrafi połączyć ludzi, co potrafi dać pretekst do spotkania, do rozmowy, do bycia razem. I że czasem wystarczy jedna iskra, jeden przypadkowy klik, jedna decyzja, żeby odmienić swoje życie, żeby znaleźć sens tam, gdzie go wcześniej nie było, żeby odkryć, że nawet w wieku, w którym wydaje się, że wszystko już za tobą, można znaleźć coś, co sprawi, że znów poczujesz, że żyjesz.
I nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, czy ta przyjaźń przetrwa, czy sąsiadka się znudzi, czy ja się znudzę, czy znajdziemy inne zajęcia, ale wiem jedno — te wieczory, te chwile, ta gra, to wszystko było warte zachodu, bo dzięki temu poczułem, że jeszcze nie wszystko stracone, że jeszcze mogę doświadczać, że jeszcze mogę się cieszyć, że jeszcze mogę być kimś więcej niż tylko ogrodnikiem, który czeka na koniec sezonu. I z tą myślą, z tym uśmiechem, z tym spokojem w sercu, odłożyłem telefon na stół, spojrzałem na sąsiadkę, która właśnie wygrywała swoją rundę, i pomyślałem, że życie jest jednak piękne, nawet gdy boli, nawet gdy się gubisz, nawet gdy myślisz, że już nic dobrego cię nie spotka. Bo zawsze jest jakaś droga, zawsze jest jakieś wyjście, zawsze jest coś, co może sprawić, że znów poczujesz, że warto. I z tym przekonaniem, z tą wiarą, z tym ciepłem w sercu, zasnąłem snem człowieka, który nie boi się już jutra, bo wie, że cokolwiek się stanie, poradzi sobie, bo w końcu znalazł to, czego szukał przez całe życie — nie pieniądze, nie wygrane, ale drugiego człowieka, który rozumie, który jest obok, który sprawia, że nawet wirtualna gra staje się prawdziwym spotkaniem. I to jest moja historia. Historia człowieka, który w zwykłej grze odkrył coś, co zmieniło jego życie. I że czasem wystarczy jeden klik, jedna decyzja, jedna chwila odwagi, żeby odmienić wszystko.
-
-
投稿者投稿